Zestawy EMS – pilotaż w Polsce – walka z dezinformacją
Polskie środowisko transportowe od lat mocno walczy o zgodę rodzimych władz na wprowadzenie
do eksploatacji w naszym kraju zestawów kategorii EMS 25,25 m. Kiedy wreszcie po latach pracy oddanego patriotycznego gospodarczo zespołu osób udało się przejść z fazy analityczno-studialno-
W związku z tym poniżej przedstawiamy zasadnicze obszary kłamstw i przeinaczeń od połowy stycznia rozpowszechnianych defetystycznie w przestrzeni medialnej, a mających jawnie szkalować i dewaluować ideę rozpoczęcia w Polsce pilotażu zestawów kategorii EMS 25,25.
-
Wysokie koszty wejścia, powodujące, że na zakup odpowiedniego taboru nie będzie stać licznych przewoźników, w tym w szczególności tych najmniejszych.
Jest to oczywista nieprawda. Większość zestawów klasy EMS 25,25 m są to zestawy tzw. rodzajów A i B, czyli tworzonych przez:
– 2-lub 3-osiowe ciągniki siodłowe, standardowe 3-osiowe, 13,6-metrowe naczepy oraz 2- bądź 3-osiowe przyczepy centralnoosiowe;
– podwozia 2- lub 3-osiowe, 2-osiowy tzw, wózek łącznikowy dolly oraz ponownie standardowe, 3-osiowe naczepy o długości 13,6 m.
W takim układzie jedynym nietypowym elementem pozostaje wózek łącznikowy i to de facto jest zatem jedyny dodatkowy koszt, jaki musi ponieść ewentualnie przewoźnik. Warto też zwrócić uwagę, że dolly występuje jedynie w jednym z dwóch najpopularniejszych typów kombinacji EMS 25,25 m. W drugim nie ma je wcale, a są jedynie klasyczne ciągnik, naczepa i przyczepa. Oczywiście sceptyk wskaże, że taka naczepa musi być przygotowane do podczepienia z jej tyłu przyczepy. Jest to prawda, niemniej w dzisiejszych czasach to ani żaden problem techniczny, ani żaden znaczący wydatek finansowy ze strony przewoźnika. Takie rozwiązanie jest już bowiem dostępne na rynku od dawna jako jego z opcji – podkreślmy tu wyraźnie – standardowych certyfikowanych i technicznie dopracowanych opcji – proponowanych przez wszystkich producentów naczep. Przy tym realnie:
– koszt dodania specjalnego modułu zaczepowego to zaledwie kilkaset EUR 0 jest to pozycja COTS – z półki;
– wpływ tego modułu na masę naczepy jest praktycznie żaden;
– montaż tego modułu nie wpływa negatywnie na wartość rezydualną naczepy, a – nawet więcej – może jej nie zaniżać, a ją podwyższać, o czym dobitnie świadczą przykłady zagraniczne.
Poza tum gdy taka naczepa przygotowana do podczepienia z tyłu przyczepy nie jest eksploatowana w ramach zestawu EMS 25,25 m, bez problemu przez małego przewoźnika może być stosowana w klasycznym zestawie naczepowym, bez uszczerbku dla kosztów i przychodowości. Zatem w czym problem?
Oczywiście istnieje także droższe rozwiązanie sprzętowe w zestawie EMS 25,25 m – jest nim specjalna naczepa podnaczepowa – tzw. naczepa łącznikowa. Tylko – ponownie podkreślmy – jest to rozwiązanie specyficzne także w innych krajach i mogą się na nie zdecydować wyłącznie ci przewoźnicy, którzy tego chcą. To już ich autonomiczny wybór. Nie jest ono więc w ogóle konieczne do tego, by móc zacząć formować zestawy kategorii EMS 25,25 m.
-
Zestawy klasy EMS wykluczą małych przewoźników.
Jest to oczywiście nieprawda. Zestawy kategorii EMS 25,25 są rzeczywiście w naszych warunkach przeznaczone głównie do obsługi stałego konsekutywnego ruchu wahadłowego w ustalonych relacjach, a nie ruchu spotowego, i ad hoc. Są to ich cechy. Niemniej nikt nie broni użytkować jako podwykonawca – przy zaznaczonych wyżej praktycznie żadnych barierach finansowych wejścia – zestawów tego rodzaju przez także liczne grono małych przewoźników. Zasadniczy problem, wykorzystywany w tej sytuacji tkwi mianowicie nie w samej wielkości zaangażowanych podmiotów, a cechach kadry je zarządzającej. To, czego bowiem najczęściej jej brakuje bądź czym się wyróżnia, a tu idealnie wychodzi, są to:
– brak chęci do współpracy z innymi;
– brak chęci do uczenia się – słynne podejście ja jako właściciel wiem najlepiej, bo to moje;
– łatwość w sytuacjach kryzysowych przechodzenia w tzw, szarość, gdy tymczasem pilotaż zestawów EMS 25,25 m będzie objęty ścisłym nadzorem i kontrolą, co automatycznie zagrozi przeładowywaniu, samowolnej zmianie tras, prowadzących „duchach” za kierownicą i innym znanym analogicznym zagraniom, Innymi słowy – atakujący zestawy EMS 25,25 m przy pomocy tego argumentu nie występują w imieniu uczciwych, a są zatroskanymi adwokatami szeregu tych, których transportowa dusza pełna jest tak dużej liczby grzechów, że ich policzalna liczba przełożona na masę wyrażoną w dekagramach – jedno przewinienie = jeden dekagram – przekroczyła już dawno masę wszystkich polskich dróg. Zatem może lepiej, gdy ten asfalt kalumnii wyleją na wzmocnienie nawierzchni u siebie, a nie te intelektualne pomyje będą oficjalnie prezentować w przestrzeni publicznej – wstyd panowie z Północy Polski.
Warto jeszcze omawiając ten punkt dodać, że mali przewoźnicy od dawna eksploatują z powodzeniem zestawy EMS 25,25 m w państwach takich jak Holandia, Szwecja, Finlandia czy nawet Niemcy. Problem zatem immanentny nie tkwi w tych zestawach, a w swoistym oporze tych małych polskich przewoźników, w dodatku podsycanym umiejętnie przez wybranych trybunów organizacyjnych. Tymczasem wdrożenie EMS oznacza po prostu konieczność wprowadzenia również przez tych małych graczy niezbędnych zmian w swoim sposobie bieżącego i strategicznego funkcjonowania, w tym unaocznia bez znieczulenia bezwzględny przymus:
-
przeorientowania dotychczasowego sposobu i wizji prowadzenia biznesu;
-
otwarcia się na nowe i adaptacji elastycznej do niego.
Wyjściem są w takim razie nie protesty, a własne zmiany. A że o nie trudniej, niż rozpowszechniać głupoty, to już inna, aczkolwiek powiązana kwestia.
-
Zestawy klasy EMS 25,25 mogą się poruszać wyłącznie po drogach szybkiego ruchu i autostradach z wyłączeniem dróg lokalnych, co automatycznie ograniczy możliwość ich wdrożenia w ruchu regionalnym i tym samym pogorszy konkurencyjność przewoźników skupionych głównie na obsłudze zleceń tego typu.
Jest to typowy argument o charakterze manipulacyjnym, w przeinaczony, wybitnie stronniczy i subiektywny sposób stawiający pewne tezy w oparciu o powszechnie znane fakty\.
Zacznijmy może od tego, iż realnie jedynie w dwóch krajach europejskich zestawy klasy EMS 25,25 m mogą się w miarę swobodnie poruszać po praktycznie całej sieci dróg, w tym drogach lokalnych i regionalnych – są to Szwecja oraz Finlandia. Powyższe wynika z:
– bardzo długiej historii zestawów tego rodzaju na drogach tych państw – są one tam eksploatowane od lat 60. ubiegłego wieku;
– wysokiej kultury jazdy i braku naturalnej skłonności prowadzących do przekraczania przepisów, w tym łamania zakazów wyprzedzania czy przekraczania prędkości;
– wysokiego stopnia rozwoju społecznego – samochód tam używa się wyłącznie wtedy, gdy okazuje się on w wykonaniu czegoś bezwzględnie konieczny, a nie praktycznie zawsze, bo tak wygodniej oraz trzeba lecząc swojego kaca i swoje kompleksy zwyczajnie pokazać się przed sąsiadami. Niemniej w tym kontekście krytyka EMS nie może opierać się na fobiach i niedowartościowaniu – tym powinni się zająć specjaliści psychiatrzy czy psychologowie, a nie patriotyczni gospodarczo polscy drogowi przewoźnicy ładunków.
Jednocześnie w pozostałych krajach, gdzie już są z powodzeniem eksploatowane zestawy EMS 25,25 m, czyli w Holandii, Belgii, czy nawet Czech i Niemczech, nikt nie robi i nie robił zasadniczych problemów z tego, że zestawy te mogą się jedynie poruszać po wybranej sieci dróg. Przyjęto to jako pewien aksjomat tematyczny i dostosowano się do tego, rozważając pewne minusy z tym związane, ale zarazem na tej samej szali widząc liczne skojarzone korzyści wynikłe z wdrożenia tej technologi.
-
Zagrożenie ze strony przewoźników zagranicznych, w tym w domyśle zapewne głównie niemieckich. Defetyzm oraz swoisty cynizm tego argumentu świadczą wręcz o zdradzie polskich interesów narodowych przez go głoszących. Oto zasadnicze kontrargumenty.
Po pierwsze – przewidziany na 5 lat wstępny pilotaż dotyczy wyłącznie firm zarejestrowanych w Polsce i zgodnie z polskim prawem działających tu jako podmioty rodzime, Żadem zagraniczny rejestrowo przedsiębiorca czy przedsiębiorstwo nie mogą więc wziąć udziału w tym pilotażu.
Po drugie – by zestawy klasy EMS 25,25 m mogły przekraczać granicę, muszą być podpisane przez Polskę odpowiednie porozumienia transgraniczne. Takie porozumienia obowiązują dotąd – oprócz – co historycznie oczywiste – między Szwecją i Finlandią – także m.in. między Holandią a Belgią i Niemcami. Zatem by czeskie albo niemieckie zestawy klasy EMS 25,25 m mogły w ogóle wjechać na polskie drogi, niezbędne są – jak wskazano – stosowne umowy międzynarodowe z tymi państwami, w dodatku przy aprobacie władz UE.
Po trzecie – zestawy klasy EMS 25,25 wjeżdżające na terytorium danego kraju muszą spełniać jego wewnętrzne regulacje w tym zakresie, gdyż poza oparciem się na systemie modułowym zgodnie z EC53/96 – COUNCIL DIRECTIVE 96/53/EC – muszą odpowiadać przepisom krajowym w zakresie m.in. dopuszczalnej masy całkowitej zestawu, promienia/korytarza skrętu czy wyposażenia dodatkowego, w tym podnoszącego bezpieczeństwo. Powyższe oznacza, że przykładowo holenderski zestaw EMS 25,25 m wjeżdżający na terytorium Niemiec musi mieć masę całkowitą nie wyższą niż 40000 kg, gdy u siebie w kraju może mieć 60000 kg, oraz musi się mieścić w niemieckim korytarzu skrętu, węższym niż holenderski. Do tego musi mieć inne wymagane w Niemczech wyposażenie dodatkowe.
Po czwarte. Niemcy ponad 20 lat temu sami narzucili na siebie znaczne ograniczenie w zakresie zakresu i obszaru wdrożenia zestawów EMS 25,25 m, jako do dzisiaj jedyne państwo w Europie limitujące ich dopuszczalną masę całkowitą do zaledwie 40000 kg. Można to teraz wykorzystać skutecznie przeciwko nim, wprowadzając u nas w trakcie pilotażu od razu wyższą dopuszczalną masę całkowitą kombinacji EMS 25,25 m, przykładowo 48000 kg, Będzie to bowiem w takiej sytuacji działać jako tzw. naturalna biznesowa bariera ochronna. Niemiecki zestaw wyjeżdżający z Niemiec będzie miał mianowicie dopuszczalną masę całkowitą na poziomie 40000 kg, Jeśli u nas w kraju zezwolimy na 48000 kg, automatycznie będzie to oznaczało, że nasze zestawy mogą zabrać o 8000 kg ładunku więcej. Zyska zatem wyraźnie strona przychodowa. W takim wypadku przewóz po Polsce po de facto niewiele niższych kosztach bezwzględnych ładunku względnie drożej – w przeliczeniu na tkm wykonanej pracy przewozowej – w układach operacyjnym, ekonomicznym i ekologicznym stanie się zatem dla niemieckiego gracza mniej opłacalny niż dla polskiego,. Nieco przekornie można więc stwierdzić, że jako Polacy – prawdziwi patrioci gospodarczy – powinniśmy lobbować, aby Niemcy jak najdłużej u siebie pozostawili dla zestawów EMS 25,25 m limit 40000 kg dopuszczalnej masy całkowitej, ponieważ wtedy nie będą na rynku wewnętrznym notować określonych oszczędności, które przy 48000 kg dopuszczalnej masy całkowitej mogą notować u siebie – czyli u nas – przewoźnicy polscy. W takiej sytuacji, poprzez mniejszą możliwość obniżki kosztów u siebie, będą także mniej konkurencyjni na zewnątrz – efekty kreacji i przesunięcia – a przez to będą mniej zagrażać polskim podmiotom branżowym. Czyli jest dokładnie odwrotnie, niż głoszą pomorscy demagodzy.
Zestawy klasy EMS 25,25 m są rozwiązaniem na dzisiaj ponad 30-letnim, w dodatku sprawdzonym z powodzeniem w 11 krajach. Niestety w Polsce przy ich wdrażaniu skupiamy się nie na korzyściach, lecz na rozdmuchiwaniu pewnych znanych ograniczeń i robieniu z nich na siłę barier nie do przejścia. Jakoś inni sobie z tym doskonale prowadzili – dlaczego zatem my nie możemy? Zamiast otwartej dyskusji mamy w takim razie przeinaczenia, manipulacje, defetystyczne oraz celowo cyniczne podsycanie zniechęcenia i oporu, by zamiast iść szybko do przodu, tracić zasoby, w tym czas i energię, na rozwiązywanie problemów nie jutra, a wczoraj, czyli problemów, które już inni przed nami efektywnie i skutecznie rozwiązali. Szkoda więc, że trybuni zamętu nie potrafią się przestawić mentalnie na tworzenie, a nie blokowanie i niszczenie, by potem odtańczyć swój chocholi taniec destrukcji i się jeszcze ty szczycić – to ja to zablokowałem, to ja to spowolniłem. To ja odciąłem gałąź postępu i rozwoju, a ciemna ekipa silna w swej małości, otoczona chmurą kompleksów, niedowartościowania realnego i ograniczenia wiedzowego, po prostu bezwolnie będzie w tym przytakiwać. A może, gdy wieje wiatr od morza, trzeba mówić o koniecznych zmianach, w tym u siebie i te zmiany potem udanie implementować.. Ale nie, bo łatwiej jest blokować i krytykować, niż coś samemu stworzyć. No cóż – po raz kolejny na rodzimym podwórku wychodzi stara prawa – wielcy wielkim stawiają wyżej postawione poprzeczki, mali wielkim kopią rowy, by wielcy, zajęci rozwiązywaniem problemów także tych małych – z czego przez swoją kołtuńską małość często nie zdają sobie oni sprawy – się o te zagłębienia po prostu potknęli. I z tego ci mali mają zazwyczaj wielką radość, bo to maks tego, na co ich w życiu stać.
Niemniej ta sprawa jest już zbyt poważna, by podpierać się tą alegorią. Polscy patriotyczni gospodarczo drogowi przewoźnicy ładunków poprzez wdrożenie zestawów klasy EMS 25.25 chcą wzmocnić polską gospodarkę, uodpornić na kryzysy i wyzwania jej przemieszczeniowy krwiobieg. Nabiera to szczególne znaczenia w obecnej turbulentnej i nieprzewidywalnej sytuacji międzynarodowej, przy poważnej nielineraności zachodzących zjawisk. Zamiast więc wzmacniać siłę rodzimej ekonomii grupa dywersantów myśleniowych i defetystów rozwojowych zaczyna festiwal kłamstw i manipulacji, w myśl starej „chłopskiej” zasady „skoro ja na tym nie skorzystam czy czegoś nie mam, niech nikt z tego nie odniesienie korzyści”. Czas wreszcie dać odpór temu intelektualnemu rakowi – czas na prawdę, na postęp i rozwój, a nie na kultywowanie obaw, rozsiewanie nieprawdy, podsycanie wrogości oraz dalsze hołubienie kołtuństwu. Epoka liberum veto już była z tragicznymi tego skutkami dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Polscy patriotyczni gospodarczo przewoźnicy nie chcą i wręcz nie mogą się na powyższe zgodzić i nie chcą w tym poniżającym intelektualnie festiwali uczestniczyć.. Defetyzm to bowiem nie konstruktywna i przemyślana krytyka – w obecnych warunkach to bycie agentem wpływu i piątej wrogiej transportowej kolumny oraz użytecznym głupcem tych, co źle życzą naszej Ojczyźnie.
Tekst: Polsce Patriotyczni Drogowi Przewoźnicy Ładunków
Zdjęcia : Producent









